6 cze 2018

Happy Plugs - słuchawki które warto mieć!

Happy Plugs - słuchawki które warto mieć!
Cześć!

Chcę wam dzisiaj przedstawić gadżet, bez którego nie wyobrażam sobie podróżować! Z pracy, do pracy, sprawunki w mieście, gdziekolwiek, jeśli jadę sama, włączam moją ulubioną playlistę i zakładam słuchawki. Tak, będzie mowa o słuchawkach ;)

Nie byle jakich słuchawkach! Być może znacie Happy Plugs? Ja dopiero od niedawna jestem użytkowniczką tych słuchawek, ale zostanę na długo dłużej! Nie dość, że grają czysto, głośno, mają świetne basy, to są dostępne w wielu wariantach kolorystycznych, które idealnie dopełnią każdą stylizację! Mega, mega polecam bo są warte tego, aby je mieć ;) I wiecie co? Mam dla was kod rabatowy na słuchawki, case na iPhone lub inny gadżet. 💗

Wejdź na Happy Plugs, dodaj do koszyka to co Ci się spodoba i użyj kodu HAPPYPOLA a dostaniesz 20% zniżki 😍

Promocja trwa do 30 czerwca!


Same zobaczcie, czy nie są śliczne? 💖




20 maj 2018

Wiosenna sesja streetwear.

Wiosenna sesja streetwear.

















































Bluza: Youngwear
Spodnie: Diverse
Buty: Nike

Miejsce sesji: Brama Poznania

Foto: Studio Wołyńscy





15 kwi 2018

Zakupowy haul - promocja Rossmann.

Zakupowy haul - promocja Rossmann.
Cześć!

Wszyscy wiedzą o promo w Rossmann? Tak? No i super! Nie? Nie trać czasu, promocja trwa od 9 Kwietnia i potrwa do 18 Kwietnia, więc jesteśmy już na półmetku.

Ja z niecierpliwością czekałam na jej start, powoli kończyły mi się niektóre kosmetyki więc to było idealne wpasowanie w czasie. W sumie nie tylko kosmetyki były mi potrzebne, ale były to artykuły pierwszej potrzeby. 😉 Przy okazji buszowania między szafkami z przecenionymi produktami w moim posiadaniu znalazło się kilka innych rzeczy.

Miałam dwa podejścia do pójścia do drogerii. Za pierwszym razem mąż pojechał ze mną i  zobaczył, że nie było w ogóle opcji się przecisnąć, szybko zmienił kierunek drogi, byle jak najdalej stamtąd ;) On nie jest raczej fanem takich akcji a zwłaszcza kiedy towarzyszy temu ogrom ludzi. Następnego dnia pojechałam sama i to nieco wcześniej więc nie było tak źle, trochę mniej ludzi i dostęp do półek z kosmetykami był lepszy. To była już połowa sukcesu, potem przyszedł czas na wybór. Ja bardzo lubię próbować kosmetyki,  mam problematyczną cerę i po kilku godzinach niektóre podkłady zwyczajnie "zmazują" mi się z twarzy. Dobrze jest wiedzieć jakie produkty mi służą, które nie, które podkłady po zetknięciu z pudrem wyglądają jak "skorupa" a które świeżo. To samo tyczy się pudrów, podkład może być świetny, ale puder po kontakcie z nim robi po prostu masakrę na buzi.

No ale do rzeczy! Poniżej znajdziecie moje wiosenne łupy :) Niektóre zdążyłam już wypróbować, niektóre czekają na odpowiedni moment.







I tak oto prezentuje się zestawienie moich zdobyczy. Wiosennie, kolorowo, świeżo! Pojawiły się u mnie zupełne nowości które, miejmy nadzieję, okażą się strzałem w 10.





Pierwszą taką nowością jest fluid serum od SINSKIN który właśnie jako serum ma działanie nawilżające, skóra jest po nim gładka i rozświetlona. Bardzo fajnie się rozprowadza gąbeczką, nie robi efektu "maski" no i ma przyjemny zapach. Wypróbowałam go dopiero raz i jestem z niego zadowolona, nie zważył się i nie utlenił więc myślę że na dłużej się zaprzyjaźnimy. ;)




A oto druga nowość, tej samej marki. Puder w kompakcie. Użyty do wykończenia utrwalił makijaż, a nałożony sam na skórę nie wysusza jej, daje efekt aksamitnej skóry, ładnie kryje i jest bardzo wydajny. Zapach również jest przyjemny jak w przypadku fluidu. Zdecydowanie potrzebuję więcej ich produktów, bo puder jak i podkład zdały egzamin 👍 





Te dwie bazy skusiły mnie swoim wyglądem. W zasadzie to baz pod makijaż mam kilka i jedną także z Bielendy a baardzo rzadko ich używam, muszę się na prawdę wczuć w robienie makijażu żeby użyć bazy. Jednak zrobiłam to i kupiłam dwie kolejne. 
Co na pewno mogę powiedzieć, to że są bardzo wydajne. Chcąc zobaczyć na dłoni jak się rozsmarowują, wycisnęłam dosłownie odrobinę i musiałam rozprowadzić ją na całej dłoni, także myślę, że jeśli o to chodzi, to dobrze, jeżeli potrzeba małego zużycia produktu by efekt był widoczny. Może się przeproszę ze stosowaniem tego typu produktów? 




Paletka do makijażu brwi. W środku znajduje się malutka, bardzo dobra pęsetka, mała szczotka do brwi i pędzelek w jednym narzędziu, wosk i cień.  Dostępna w dwóch wariantach kolorystycznych - Light to Medium oraz Medium to Dark. Wosk jest dość trwały, nie idzie ot tak go sobie zetrzeć więc to duży plus, daje nam to gwarancję na dłuższy efekt. Kolejna nowość w moich rękach.





Ta maskara to również nowość u mnie, w ogóle nowością dla mnie jest opcja, że trzeba nią wstrząsnąć aby uzyskać efekt odświeżenia tuszu. Nie kruszy się i... to chyba na tyle plusów tej maskary lub raczej masakry. Po pomalowaniu rzęsy się sklejają, miał być efekt pogrubienia rzęs a ja mam wrażenie, że moich jest nawet mniej po jej użyciu. Nie wiem, czy tusz jest za rzadki, ale dużo go zostaje na szczoteczce, zwłaszcza po wstrząśnięciu. Tutaj niestety zastanowiłabym się dwa razy zanim bym go miała kupić ponownie. Nie lubię marnować produktów, więc będę go używała, ale muszę chyba wymyślić coś na to sklejanie rzęs.





Nigdy nie byłam przekonana do eyelinera w pisaku. Kupiłam kiedyś kilka linerów innych marek i mnie zawiodły. Ale dałam sobie drugą szansę i wiecie co? Ten zaskoczył mnie bardzo pozytywnie, końcówka pisaka nie jest taka miękka przez co można precyzyjnie namalować kreskę. Nie odbija się na górnej powiecie, nie wykrusza się z powieki, dobrze kryje. 3 razy TAK! :)



Do kupna tych dwóch zestawów (pomadka w kredce + toper) skusiło mnie to że... są holo! Toper robi tutaj największy efekt. Można użyć go na kilka sposobów: po nałożeniu pomadki nałożyć toper lub bez pomadki na usta, można nałożyć go na policzki lub pod łuk brwiowy. Nie stosowałam go jeszcze na powieki, nie wiem czy nie wywołuje jakichś niepożądanych reakcji, ale sprawdzę to ;)
Zawarte w nim drobinki dają niesamowity efekt, użyty na usta po wyschnięciu jest trwały, nie ściera się, z kolei roztarty na skórze sprawia że ta się pięknie mieni. Na pewno sprawdzi się na jakąś imprezę :)



Jak już pisałam wcześniej, uwielbiam wszelkiego rodzaju maski, maseczki, płatki pod oczy więc w zdobyczach nie mogło zabraknąć tych hydrożelowych płatków. Stosowałam już złote "Hialu-Lift" i przyszedł czas na inne. Te złote były ok, skóra po nich była nawilżona i bardziej sprężysta, ale zmarszczek się nie pozbyłam ;)




Przyznaję - kupiłam to z czystej ciekawości, ponieważ od długiego czasu jestem wierna rękawiczce z GLOV. Gąbeczka przeznaczona do demakijażu, oczyszczania i nawilżania. W stanie pierwotnym jest twarda, trzeba ją namoczyć przez 3-5 minut w ciepłej wodzie i zrobi się miękka. No i faktycznie, zrobiła się miękka. Ale czy poradziła sobie z makijażem? Czy oczyściła mi skórę? Niestety nie. Użyłam preparatu do mycia twarzy, gąbeczka mimo to nie poradziła sobie z makijażem, raczej go rozmazała. Po tym jak opłukałam twarz i przemyłam ją płynem micelarnym widziałam na płatku kosmetycznym, że fluid nadal tam jest. Spróbuję jeszcze kilka razy na różne sposoby, może inny preparat do mycia twarzy? Zobaczymy. 




Wspomniałam powyżej, że właśnie to cudo jest moim ulubionym produktem do demakijażu i ogólnie do mycia twarzy. Wystarczy woda, ale jeśli ktoś chce to może użyć jakiegoś delikatnego mydełka lub żelu do mycia twarzy. Po wszystkim wystarczy delikatnie rękawicę przeprać mydłem lub odrobiną żelu do mycia twarzy. Słyszałam opinie, że niektórzy mieli po niej podrażnioną skórę. Nie chcę mówić, że to niemożliwe, bo przy wrażliwej cerze może występować podrażnienie kiedy taką rękawicą się pociera buzię. Mnie jednak ona służy i nadal to mój numer jeden!




Przez dłuższy czas przymierzałam się do kupna takiej opaski, w końcu postanowiłam to zrobić i ją kupiłam. I powiem wam, że przy moich baby hair sprawdza się znakomicie, małe włoski nie wyskakują z zaskoczenia i nie przyklejają się kiedy na przykład mam nałożoną maseczkę lub myję twarz. Jak ja lubię takie gadżety! :)




To ostatni produkt na mojej liście. Czytając naprawdę różne opinie o takim wypełniaczu postanowiłam, że sama na sobie wypróbuję czy zadziała, czy też nie. Jeżeli efekt będzie taki jak pokazali na pudełku to wielkie propsy ;) Ale o tym będzie osobny post z efektami stosowania wypełniacza. Nie mogę się doczekać 😄


Na pierwszym zdjęciu znajduje się także Fixer-mgiełka z LORIGINE do utrwalania makijażu. Niestety zdjęcia wyszły tak słabe, że nie chciałam tutaj umieszczać tego. Chyba będę musiała zaopatrzyć się w nowy sprzęt szybciej niż się tego spodziewałam. 
Produktu nie testowałam na sobie jeszcze, rano przed pracą to raczej makijaż na szybko, ale spokojnie, na pewno na dniach nadrobię 😉




A wy dziewczyny byłyście już na zakupach? Co kupiłyście ciekawego? Czy na coś szczególnie czekałyście? Pochwalcie się w komentarzach co udało wam się kupić ;)


Pamiętajcie! Promocja w Rossmann trwa 09-18 Kwietnia, jesteśmy już na półmetku! Minimum 3 produkty do makijażu z rabatem -55% z kartą Rossmann.










Od autorki: chcę was przeprosić za kiepską jakość niektórych zdjęć. Mam do dyspozycji tylko aparat cyfrowy, jestem w trakcie odkładania na lustrzankę by móc robić ładne i estetyczne zdjęcia. 😘




4 kwi 2018

Unboxing - ShinyBox Marzec 2018 | It's a Girls World

Unboxing - ShinyBox Marzec 2018 | It's a Girls World

Przed wami kolejne - marcowe - pudełko od Shinybox. Pudełeczko zawierało 7 produktów z czego 6 z nich jest produktem pełnowymiarowym a jeden produkt jest w rozmiarze "travel size". 
Marcowe wydanie nawiązuje do tematyki miesiąca - Dnia Kobiet, stąd też nazwa "It's a Girls World". 







Produkty które znalazły się w marcowym Shinybox:





Olejek do demakijażu od GoCranberry. Ma bardzo ładny, delikatny zapach. Zawiera olej żurawinowy, olej ze słodkich migdałów i witaminę E, jest przeznaczony do każdego typu skóry ze szczególnością skóry wrażliwej i suchej. Nakłada się go na zwilżoną wodą twarz i wykonuje delikatny masaż. Następnie trzeba opłukać twarz i wilgotnym płatkiem kosmetycznym przecierać skórę do momentu aż będzie czysta. Powiem wam, że pierwszy raz jak go użyłam nie doczytałam jaką ilość olejku mam użyć i użyłam za dużo (powinna być jedna doza a ja użyłam trzech!) więc później ze zmyciem go miałam problem, ale za drugim razem już wszystko było w porządku. Skóra po nim jest miękka i pachnąca i mój makijaż został dobrze przez niego usunięty :)
To cudo otrzymały osoby których Marcowe pudełko było conajmniej drugim w ramach jednej sybskrypcji.

Cena: 29,00 zł / 150 ml






Kolejny produkt to antyoksydacyjny krem pod oczy bio Marki Feel Free. Jestem na końcówce mojego poprzedniego kremu pod oczy innej marki (również z Shinybox) więc tego jeszcze nie miałam okazji użyć, wiem tylko że jest bezzapachowy, ale producent zapewnia że krem doskonale nawilża skórę i pomaga pozbyć się drobnych zmarszczek mimicznych. Skład kremu to niemal w 99% substancje pochodzenia naturalnego.

Cena: 67,00 zł / 20 ml





Podkład matujący Mineral Velvet Skin marki Delia - gdybym tylko miała bezproblemową cerę to pewnie lepszy efekt by dawał na mojej twarzy, ale no niestety... Podkład ma lekką konsystencję, nie robi "maski", nawilża skórę i delikatnie pachnie. Kojarzy mi się z kremami BB, nie kryje zupełnie lecz nadaje blasku i skóra nie wygląda na zmęczoną.

Cena: 10,40 zł / 35 ml




To jest coś, czego u mnie nigdy za dużo w domu - maska do włosów! A z marki Novex nie pierwsza i za każdym razem super spisuje się na moich włosach. Ta poczeka na swoją kolej, jeszcze mam tę maskę z poprzedniego boxa :) Wielkość produktu - Travel Size.

Cena: 8,00 zł / 100 g





Tutaj mamy puder brązujący od Miyo który był jednym z trzech wymiennych produktów (oprócz tego był jeszcze pilnik lub pęseta z Kontigo). Szczerze... nie jestem najlepsza w używaniu brązującego pudru jeśli chodzi o konturowanie twarzy, ale skoro już jestem w posiadaniu tego pudru, chyba będę musiała się nauczyć ;)

Cena: 15,99 zł / 10 g







Taki specyfik jak sztyft na odrosty i siwe włosy od Bielendy raczej mi się nie przyda, poza tym mój mąż wcielił się w rolę modela i na jego włosach wypróbowałam sztyft. Szału nie było, siwych mu nie pokryło, może dlatego, że odcień i tak się nie zgadzał, mąż ma włosy ciemniejsze. Na moim blond pasemku widać było mocniej że to pokryło włosy. Możliwe, że ktoś o takim odcieniu włosów mógłby być z tego zadowolony, taka alternatywa na wyjście z małym odrostem.

Cena: 16,70 zł / 4,3 g





Ostatni z produktów w marcowym pudełku. To chusteczki brązujące do ciała i twarzy od Efektima.  Kiedyś użyłam kilka razy takich chusteczek, trzeba bardzo uważać żeby dobrze przetrzeć skórę chusteczką, bo zostanie biały ślad, tak samo na łokciach i kolanach - w tych miejscach może nam się odcień zrobić ciemniejszy. Zawsze podobał mi się zapach tych chusteczek, bo na przykład niektóre kremy które lekko brązują pachną zbyt intensywnie, czuć ten specyficzny zapach środka brązującego. Produkt - upominek.

Cena: 1,87 zł / 2 szt



Podsumowując - 6 na 7 otrzymanych produktów mnie satysfakcjonuje. Z których produktów cieszę się najbardziej? To krem pod oczy i olejek do demakijażu. Najmniej mi jest potrzebny ten sztyft na odrosty, bo musieli by chyba zrobić dla blondynek ;) Pewnie z czasem bym się go nauczyła aplikować, ale kolor jednak już nie pasuje. Oceniam pudełko na dobre.







Jeżeli jesteście zainteresowane ShinyBox'em i chciałybyście wypróbować pudełko, zajrzyjcie TUTAJ. Możliwości są trzy - wypróbowanie jednego pudełka, subskrypcja miesięczna VIP lub pakiety na 3,6 albo 12 miesięcy. 

15 mar 2018

Republica Dominicana!

Republica Dominicana!


Pogoda nas nie rozpieszcza, zimno, ponuro, mało słońca.  Przez tę brzydką pogodę człowiek nie ma ochoty ani siły na nic, sama najchętniej " owinęłabym się kocem i oglądała seriale popijając kakao". A tutaj trzeba wyjść z naszego ciepłego domku, do szkoły, do pracy (no chyba, że to wypad gdzieś z przyjaciółmi).
Siedzę tak w domu, chora jeśli muszę z niego wyjść, bo trzeba się ubrać ciepło, na dworze mi zimno, w tramwaju lub autobusie się przegrzewam, wysiadam ze środka komunikacji miejskiej to znowu zimno... Tak, zima doprowadza mnie do szału, tym bardziej jak jest bez śniegu i taka szara. Idealna zima jest wtedy, gdy leży ładny śnieg i świeci słońce ;) A słońca mamy mało i człowiek taki przybity.
I właśnie do tego słońca zmierzam. Gdy tak rozmyślam o tej nieszczęsnej pogodzie, na myśl przychodzą wspomnienia z wakacji. I dla mnie to nie były zwykłe wakacje! Jak wiecie z poprzedniego wpisu, w Sierpniu wyszłam za mąż, a po ślubie udaliśmy się w podróż poślubną, która też była naszymi wakacjami i odetchnięciem od wszystkiego - przygotowań do ślubu, roku ciężkiej pracy i codzienności. Naszym celem było miejsce w którym jest zawsze ciepło, które jest daleko i jest bardzo egzotyczne. Wybraliśmy więc Dominikanę, chociaż rozważaliśmy kilka innych opcji.
Cieszyliśmy się jak dzieci kiedy lecieliśmy w to piękne miejsce, dla mnie to była pierwsza podróż w takie gorące miejsce jakim jest Dominikana, z kolei dla mojego męża to był pierwszy w życiu lot samolotem! Ja nie znoszę wręcz startować, co innego lądowanie i to uczucie gdy osiada się na ziemi. Mój mąż był zachwycony każdym etapem lotu, nawet turbulencjami ;) Lecz najbardziej wspomina niesamowite widoki. Do momentu jak lecieliśmy nad Polską chmury zakrywały wszystko, ale jak tylko zaczynały się Niemcy, to tak jak idzie rzeka Odra, tak kończyły się chmury. Pięknie było też nad oceanem.

Tak wyglądała trasa którą lecieliśmy




z Warszawy na Dominikanę lot zajął nam około 11,5 godziny. Byłam mega zmęczona, a droga do hotelu jeszcze trochę trwała, no i bagaże trzeba było ogarnąć. Ale wiecie co, nie spodziewałam się że tam lotnisko jest tak dobrze zorganizowane. Papierologia na lotnisku zajęła nam chwilę, nie staliśmy za długo w kolejkach, ludzie tam pracujący załatwiali podbicie paszportu raz dwa, jestem zachwycona tym lotniskiem! Z kolei jak już wróciliśmy do kraju i z samolotu udaliśmy się do magicznego miejsca z bramkami zanim weszliśmy na lotnisko, staliśmy prawie godzinę!
Kilka widoków, który wyszły w miarę wyraźnie, bo niestety aparat nam trochę fiksował więc z samolotu raczej mało zdjęć mamy :)





A tutaj krótko przed lądowaniem, piękny widok na miasto:






Kiedy już samolot miał wyłączone silniki, ustawiliśmy się do wyjścia. Im bliżej byłam drzwi tym większy gorąc czułam i powiedziałam nawet do męża "ale daje gorąco od silników chyba". Jakie było moje zdziwienie, kiedy wysiadając z samolotu, wychodząc z rękawa ani trochę nie poczułam rześkiego wietrzyku tylko gorąc i parnotę. Szok, nie spodziewałam się jak to jest, w końcu pierwszy raz byłam w takim miejscu ;) Przez dłuższą chwilę miałam wrażenie że nie mam czym oddychać.
Po przejściu odpowiednich procedur na lotnisku, udaliśmy się na parking żeby znaleźć swój autokar.
Jedno małe ostrzeżenie, Dominikańczycy na pewno są sympatyczni, ale często kryje się za tym chęć zarobku, więc i nas taki miły pan zaczepił, zapytał do jakiego hotelu jedziemy, wziął nasze bagaże i nas zaprowadził. Wsadził bagaże do pojazdu, wyciągnął rękę i powiedział bez ogródek, że chce 10 dolarów. Żeby nie wyjść na zdziwioną uśmiechnęłam się do niego i wręczyłam banknot. Ale chciałabym widzieć swoją minę już po wejściu do autokaru, gdy spojrzałam na męża. No i tak to jest jeśli nie zna się takich miejsc, a my nawet w sumie nie wczytywaliśmy się nigdzie o tym jak ludzie tam żyją. Jako przykład mogę podać też spotkanie ze sprzedawcą biżuterii. On podchodzi, namawia, mówię mu, że nie jestem zainteresowana. "Ale proszę, weź do ręki i zobacz jakie to jest piękne". AHA! Czerwona lampka, jeśli wezmę do ręki, to on powie pewnie że jak już dotknęłam to muszę kupić. Lepiej dmuchać na zimne, nie wzięłam, powiedziałam że widzę że jest piękne, grzecznie podziękowałam i poszliśmy dalej. Plusem jest to, że oni uwielbiają się targować więc jeśli chcemy coś kupić, to możemy całkiem nieźle zjechać z ceny.

Następnego dnia po przylocie postanowiliśmy się przejść, zamoczyć nogi w wodzie, która była cudownie ciepła!


W miejscu w którym byliśmy prądy obdarowywały nas pięknymi glonami, co widać na zdjęciu ;) Ale codziennie specjalna ekipa jeździła po plaży i zbierali to co leżało poza wodą.

(jeszcze córka młynarza :P)

Nasz hotel to także był rezerwat przyrody, bardzo dużo dziwnych drzew, każde z nich opisane na tabliczce, ptactwo różnego pochodzenia. Pięknie tam było! Człowiek idzie sobie chodnikiem, a przed nim flamingi.




Jedną z głównych atrakcji na samym początku naszego pobytu był huragan IRMA. Dowiedzieliśmy się o nim na około 1 tygodnia przed wylotem. Na początku był to sztorm tropikalny który szybko przerodził się w huragan 5 kategorii.
Wylądowaliśmy na Dominikanie 5 września. Jak możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu, dookoła było dużo chmur. Słońce mocno grzało a temperatura utrzymywała się w granicach 30kilku stopni, odczuwalna w okolicach 45 stopni. Wiatr mocniejszy się robił im bliżej była IRMA. W tym dniu huragan docierał pomału do wysepek takich jak Sint Maarten, Dominica, Anguilla, Barbuda, Brytyjskie Wyspy Dziewicze (na której straty wyliczono na największe czyli na około 1,4 mld dolarów), itp.

Dało się odczuć strach ludzi, którzy nie wiedzieli co robić, wielu z nich chciało się wymeldować i uciekać do schronów. Wszyscy uspokajali nas jak tylko mogli. Na spotkaniu z rezydentką otrzymaliśmy instrukcje, było tam opisane jak mamy się zachować gdy nadejdzie huragan. Hotel przygotowywał się na nadejście żywiołu do ostatniej chwili, zabezpieczyli okna deskami, pochowali wszystkie możliwe elementy które mogły by zostać poderwane przez wiatr i narobić szkód.
W przeddzień nadejścia huraganu kolacja została przyspieszona, po niej nie odbywały się żadne animacje a w zamian za to wydawane były paczki z jedzeniem i wodą butelkowaną do pokojów, oznajmili nam też, żeby nie wychodzić z pokojów dopóki nie zadzwonią z recepcji o przejściu zagrożenia.
Około godziny 21:00 czasu lokalnego (w Polsce była to godzina 15:00) zaczął lać deszcz i zaczęło znów mocniej wiać. Zapowiadali że 7 września około 4:00 nad ranem ma być u nas apogeum. Po odebraniu paczki z jedzeniem i wodą udaliśmy się do pokoju. Wcześniej wnieśliśmy wszystko z balkonu do pokoju, żeby przypadkiem okien nam nie wybiło jakieś krzesło. Zasłoniliśmy okna firanką i zasłonami i... czekaliśmy. Mąż nieco spokojniej to znosił, gdyby nie on to pewnie wpadłabym w jakąś panikę. Bałam się bardzo, to fakt, mało spałam w nocy, nasłuchiwałam co się dzieje. Udało mi się na chwilę usnąć, ale obudziłam się równo o godzinie o której miało nadejść nieszczęście. Długo się zastanawiałam czy w ogóle ruszyć się z łóżka, ale ciekawość żeby spojrzeć przez zasłonę czy nasz hotel jeszcze istnieje wygrała. Spojrzałam i odetchnęłam z ulgą kiedy zobaczyłam że wszystko jest na swoim miejscu. Ale serce biło mi jak szalone, a droga do okna wydawała się trwać wieczność chociaż były to tylko 3 kroki od łóżka. Chciałam jeszcze obudzić męża i iść schować się w łazience, takie nawet były zalecenia ponieważ łazienka w takich hotelach jest najbardziej wytrzymałe pomieszczenie w pokoju. Ale na szczęście nic takiego się nie działo żebyśmy mieli uciekać. Wiatr wiał dość mocno, ale nie byliśmy w epicentrum więc nasz hotel nie ucierpiał.
O godzinie 9:00 rano zadzwonili do nas, że możemy zejść na śniadanie. Jakie to było szczęście, zagrożenie minęło! Ale co się najadłam strachu to moje. W dodatku od 4 godziny nie spałam więc byłam padnięta, ale mimo to wybraliśmy się w porze lunchu na spacer po plaży. Widok który zastaliśmy był smutny.












Jak widać wszystko wylądowało na plaży, fale wyrzuciły i glony i śmieci... Plaże podmyte, palmy poprzewracane a na niektórych w ogóle liści nie było.

Za to woda była czyściutka


Dalszy ciąg naszego spaceru


Stoję tutaj sobie na skamieniałej rafie koralowej :)


Są tutaj jeżowce (dobrze że mieliśmy buty do wody!)


I takie małe krabiki w muszelkach.


Większość dni spędziliśmy na plaży, na basenie - na słodkim lenistwie ;)
(na poniższym zdjęciu widać jeszcze jak po huraganie leży pełno tych glonów, nie nadążali tego zbierać)



Przedostatniego dnia wybraliśmy się na wycieczkę na przepiękną wyspę Saona. Zanim jednak udaliśmy się na Saonę, zwiedziliśmy sobie niezwykłe miasto - Altos de Chavon, miasto zbudowane z koralowca. 


Znajduje się tutaj amfiteatr na którym wielkie gwiazdy dają koncerty, np. Julio Frank Sinatra, Andrea Bocelli, Jennifer Lopez, Marc Anthony, Julio Iglesias. Ten ostatni ma wyłączność na występowanie tutaj w sylwestrową noc.










Płynie tutaj też Rio de Chavon, rzeka nad którą kręcili między innymi "Rambo", "Anakondę", "Czas apokalipsy".





Poniżej zdjęcie wnętrza kościółka w którym Michael Jackson wziął ślub z Lisą Marie Presley w 1994 roku.



Idąc dalej, minęliśmy pana z osiołkiem, kiedy tylko podniosłam telefon do zrobienia zdjęcia, pan zawołał o 10 dolarów ;) Więc ukradkiem udało mi się je zrobić.



Po zwiedzeniu tego pięknego miasta, udaliśmy się w dalszą podróż do La Romana, skąd wypłynęliśmy katamaranami na Saonę. Saona to przepiękna wyspa z cudownymi plażami, ciepłą i czystą wodą. Jeżeli wybieracie się na Dominikanę lub kiedyś byście lecieli, koniecznie wybierzcie wycieczkę na Saonę!

Lał się rum! :D "Drinki, drinki" tak mówił pan fotograf 😆

Woda ciepła i przejrzysta

Piscina Natural (ładne foto robione przez Pana fotografa ;) ) i szybkie zdjęcie z rozgwiazdami. Trzeba było trzymać je w wodzie, inaczej mogą umrzeć. Podobno kiedyś było tutaj mnóstwo rozgwiazd, teraz jest ich dużo mniej.


Ktoś tutaj ma już chyba dosyć rumu 😅


Zmęczeni ale szczęśliwi (i przypieczeni)


Pan Pepito i Pan Legwan.




Po powrocie z Saony czekał na nas na korytarzu taki oto mały jegomość Pan Żółwik.




Ciężko było wracać stamtąd, oj bardzo ciężko. Przyzwyczajeni do słońca, gorąca i pozytywnego nastawienia Dominikańczyków z wielkim żalem opuszczaliśmy Dominikanę. Dzisiaj pozostały nam zdjęcia, pamiątki, wspomnienia oraz litr Mamajuany ;) Najlepsze na takie szare i zimne dni, rozgrzewają nasze serca. Mamajuana, jeśli jesteście zainteresiwani, to niesamowity trunek na bazie gałęzi i kory specjalnych drzew zalanych rumem, winem i miodem. Dominikańskie lekarstwo na wszystko, ich tak zwane "witaminy" ;) Zwana także afrodyzjakiem lub "ciekłą viagrą" :D

Na pewno kiedyś jeszcze tu wrócimy, jak tylko będzie do tego okazja. I szczerze wam polecam taką wycieczkę. Podróż jest bardzo męcząca, loty są długie, ale warto ;)

O

Copyright © 2016 POLA STONE , Blogger